Artykuły
Fani są dla nas najważniejsi - rozmowa z Blazem Bayleyem
Data dodania: 01.01.2012
Rozmowę z Blazem Bayleyem przeprowadziłem w leniwe i upalne sobotnie popołudnie, tuż przed próbą dźwięku jego zespołu w szczecińskim klubie "Słowianin", gdzie tego wieczoru występował jako główna gwiazda kolejnej edycji "Szczecin Metal Meeeting". Wokalista okazał się wręcz wymarzonym rozmówcą - dokładnie wsłuchiwał się w pytania, a po chwili namysłu, w pełnym skupieniu dokładnie i rzeczowo na nie odpowiadał. Jedynym zgrzytem były dobiegające z niewiadomego źródła dźwięki wiertarki, jednak nie były one w stanie zakłócić tej niezwykle udanej rozmowy. To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, a potwierdziło się i w czasie koncertu, to niezwykły szacunek, jakim Blaze darzy swoich fanów i to, jak wiele dla niego znaczą... Zapraszam do lektury!
Rockers.com.pl: Chciałbym zacząć od najnowszego albumu Twojej grupy - Promise And Terror. Przede wszystkim - gratulacje, album robi świetne wrażenie, jest znakomity muzycznie i poruszający tekstowo. Według mnie to jak do tej pory Twoje najlepsze dzieło, a jak Ty oceniasz ten album z perspektywy ponad sześciu miesięcy od jego wydania?
Blaze Bayley: Miło mi to słyszeć. Jestem z tej płyty bardzo zadowolony. Wielu fanów podziela zdanie, że to nasza najlepsza płyta, więc jest naprawdę dobrze. Co ważne, piosenki bardzo udanie wypadają na koncertach, słyszałem wiele pozytywnych opinii o tekstach, także naprawdę jestem bardzo, bardzo zadowolony.
W tej chwili na koncertach gramy utwory z pierwszej połowy albumu, natomiast na przyszły rok planujemy poważnie zmienić setlistę i grać wtedy wszystkie utwory z jego drugiej części. Mamy nadzieję wrócić do Polski w przyszłym roku na trasę z inną setlistą, z innymi utworami z Promise And Terror, ponieważ album wypadł tak dobrze i tak wielu ludzi go polubiło... Jesteśmy z tego powodu niezmiernie zadowoleni.
R: To, co zwróciło moją uwagę podczas słuchania albumu, to jego niesamowita energia. Wygląda, jakby Was rozsadzała od środka...
BB: Cóż, ten album był robiony z wielką pasją. Dostaliśmy prawdziwego kopa od fanów, dali nam energię. Byliśmy pod dużą presją kiedy go tworzyliśmy, musieliśmy walczyć o wiele rzeczy. Gdy zaczynaliśmy, pracę nad nim, nie wiedzieliśmy czy zdołamy go ukończyć.... Pomogła pomoc wielu przyjaciół i to, że zespół pracował razem, stanowił kolektyw. To naprawdę cud, że wszystko się udało, że skończyliśmy na czas. Do tego, jesteśmy bardzo zadowoleni z jego sprzedaży.
Myślę, że ten album to nasze swoiste oświadczenie. Jest o przetrwaniu, zranieniu, o próbach radzeniu sobie z życiem we współczesnym świecie, o drodze do przodu, szukaniu w życie tego, co najlepsze.
R: Pierwsza połowa albumu opowiada historie o różnych ludziach. Mamy 1633 o Galileuszu czy City of Bones o bitwie pod Leningradem. Czy interesujesz się historią? Czy szukasz w niej inspiracji do pisania słów piosenek?
BB: Tak, interesuję się historią. Graliśmy niedawno w Malborku. To miejsce jest przesiąknięte historią, zaintrygowało mnie, zamierzam głębiej się zapoznać z jego przeszłością. Być może napisać piosenkę z nim związaną, jeśli uda się napisać tekst pasujący do muzyki.
Szczególnie interesują mnie takie wydarzenia historyczne, które pokazują ludzkie pomyłki lub to, jak ludzie osiągają rzeczy niemożliwe. Jak historia Hannibala, który wyruszył przez góry i próbował podbić Rzym. Czy Galileusza, któremu wmówiono, że się myli, a lata później przyznano mu rację. Po czym wiele lat po jego śmierci, doktryna kościoła katolickiego się zmieniła na zgodną z jego poglądami.
Podziwiam moc indywidualności, siłę jednostki. Takie historie, gdy jednostka przezwycięża trudności, problemy i osiąga sukces, wielkość, nieważne czy przez przypadek, że akurat była w dobrym miejscu i w dobrym czasie, czy dlatego, że do tego dążyła. Szukam takich historii. Jeśli słyszę opowieść o odwadze, o ludziach, którzy robią coś, co wszyscy uważają za niemożliwe, staram się tym głębiej zainteresować.
R: Moim ulubionym utworem jest Watching the Night Sky, mógłbyś powiedzieć o tym utworze coś więcej?
BB: To opowieść o domu, byciu daleko od domu, byciu daleko od ważnych dla nas osób. W moim życiu dom nie jest miejscem, dom to dla mnie ludzie. Ludzie, których kocham. O tym opowiada ten utwór.
Możesz spojrzeć na niebo nocą i kiedy widzisz gwiazdy, wiesz, że spoglądacie na te same gwiazdy. Nieważne jak daleko jesteście od siebie, jesteście w ten sposób ciągle połączeni. Na płycie jest ilustracja, dwóch ludzi po przeciwnych stronach dużego muru, takiego jakim był Mur Berliński czy Mur Chiński. Są po przeciwnych stronach muru, mogą musieć przebyć miliony mil, żeby stanąć obok siebie, ale jednak mogą spojrzeć w niebo i w ten sposób być razem.
R: Z kolei druga część albumu opowiada Twoją historię, są tam bardzo osobiste, poruszające teksty. Czy trudno było dzielić się ze słuchaczami tak osobistymi słowami, czy było to dla Ciebie rodzajem katharsis, wyrzuceniem z siebie złych emocji, bólu?
BB: Tak naprawdę to nigdy nie miały być słowa piosenek. Kiedy rozpoczynaliśmy pracę nad płytą i wspólnie z Nicko (Nico Bermudez, gitarzysta grupy - dop. Elwood) usiadłem pogadać o naszych pomysłach, przejrzeć co mamy gotowe, okazało się, że masa słów, masa zwrotów, które sobie wstępnie przygotowałem, nie pasowała do muzyki. Miałem jednak mnóstwo osobistych notatek ze swojego pamiętnika, spróbowałem część z nich wykorzystać i okazało się, że świetnie współgrają z muzyką. Były o osamotnieniu, uczuciach, walce, przeznaczeniu. Pomyśleliśmy, cóż, być może tak miało być, być może te słowa miały być na tym albumie. I wtedy kolejne piosenki zaczęły pasować do siebie, były połączone muzyczne i tekstowo, kiedy ustawiliśmy je we właściwej kolejności, powstała historia. Postanowiliśmy podążyć tym tropem, poczuliśmy że to będzie to.
I tak właśnie wygląda nasze pisanie piosenek, jeśli czujemy że jest dobrze, robimy to, podążamy tym tropem. Jeśli nie, jeśli nie jesteśmy przekonani, zostawiamy. Mówiąc szczerze, kiedy stworzyliśmy tę drugą część albumu, byliśmy z niej niezmiernie zadowoleni.
R: Słowa tych utworów mogą także podnosić na duchu, stanowić nadzieję dla innych ludzi, którzy przechodzą kryzys, których spotkała ciężka sytuacja życiowa...
BB: Myślę, że dla każdego kto jest w trudnej sytuacji, kto próbuje przezwyciężyć problemy, te słowa mogą być zachęta do działania...
Nie myślę, że jestem od kogokolwiek lepszy, jestem po prostu w innej sytuacji. Jestem wielkim szczęściarzem. Mam pracę, którą kocham i tylko fani sprawiają, że jest to możliwe. Często myśli się o muzykach, wielkich gwiazdach rocka, jako o kimś spoza tego świata. Uważam, że nasze teksty świadczą o tym, że nie jesteśmy oderwani od świata. Jesteśmy wspierani bezpośrednio przez fanów, nie ma za nami ani wielkiej wytwórni, ani menedżmentu, ani banków, tylko fani.
Mówiąc szczerze, jest to trudne, ale bardzo ważne dla nas. Czasem niełatwo jest być szczerym, ale myślę że mam obowiązki wobec fanów. Przywiązuje dużą wagę do słów. Chciałbym żeby były pozytywne i o czymś mówiły. Jeśli jest w nich sytuacja, którą możesz zidentyfikować w swoim własnym życiu, wtedy... Wiem to z własnego doświadczenia, sam mam przecież ulubione albumy, przechodziłem przez trudne sytuacje i wtedy te albumy nabierały dla mnie nowego znaczenia, stawały się dla mnie inspiracją... Więc jeśli tak się dzieje, jeśli ludzie słuchając Promise And Terror znajdują ukojenie, inspirację to świetnie. To niespodziewane i niezamierzone, próbuję po prostu pisać szczerze, najlepiej jak potrafię. Staram się opisywać swoje uczucia, sytuacje w jakich się znalazłem, żeby razem z muzyką tworzyło to ciekawe historie. To wszystko. Jeśli ludzie to lubią, to wspaniale.
R: Promise And Terror zbiera świetne recenzje, jest jak do tej pory najlepiej sprzedającym się albumem Twojego zespołu. Do tego wydałeś go we własnej wytwórni, masz też prawa do wszystkich swoich albumów solowych i z tego co wiem, szykujesz ich reedycję. Czy jesteś zadowolony z dotychczasowych osiągnięć swojego zespołu, jakie są Wasze cele na najbliższy czas?
BB: Idzie nam bardzo dobrze. Naszym celem odnośnie tego albumu, tej trasy jest zagrać w każdym rockowym i metalowym klubie w Europie i Ameryce Południowej. To próbujemy osiągnąć w tej chwili. Pierwszy raz gramy tutaj, mamy nadzieję wrócić za rok i zagrać w prawie każdym klubie w Polsce. Byłoby świetne, jeśli by się to udało. Chcielibyśmy zagrać w Gdańsku, Warszawie, Krakowie (Blaze wypowiada nazwy miast po Polsku - dop. Elwood), tutaj w Szczecinie, naprawdę wszędzie. To nasz cel. Nieważne jak mały jest klub. Jeśli jest taki klub i są ludzie, którzy chcieliby nas posłuchać, to my chcielibyśmy tam zagrać. Fani mogą kontaktować się z nami za pośrednictwem strony internetowej, napisać o klubie, napisać szczegóły kto nim zarządza, zostawić dane kontaktowe. Spróbujemy wsadzić go do kalendarza na przyszły rok i zagrać.
R: Jakieś dwa miesiące temu ogłoszona została informacja o powrocie Wolfsbane i planach nagrania nowej płyty. Jak do tego doszło?
BB: Tak, zaczęło się od małego reunion w 2007. Moja żona zebrała nas razem, dostaliśmy ofertę zagrania trasy z Wildhearts, to była świetna zabawa. Jakiś czas później zrobiliśmy trasę z The Quireboys i to było naprawdę świetnie. Ludzie pytali nas, czy nagramy nowy album. Zaczęliśmy o tym myśleć. Co prawda każdy z nas zajmuje się własnymi sprawami, ale pomyśleliśmy że możemy to zrobić i nie będzie to w żaden sposób wpływać na nasze własne projekty. Muzycznie zostały nam niedokończone sprawy, rzeczy których nie powiedzieliśmy. Nie czujemy, że jako Wolfsbane, jako czterech muzyków , wydaliśmy najlepszy album na jaki nas stać.
Dobrze się bawię grając te stare utwory, niektóre naprawdę bardzo stare. I nawet jeśli osiągnęliśmy przyzwoity sukces z zespołem, kiedy graliśmy, to masa ludzi nie miała okazji usłyszeć tych utworów, zobaczyć nasz występ. A fani pytają o to, od czasu gdy zespół się rozpadł. Jest zatem publiczność, jest zainteresowanie. Pomyśleliśmy, że warto to wykorzystać, że będzie to dobry pretekst do nagrania nowej płyty. Zagramy najbliższego lata na kilku festiwalach, cztery koncerty w kwietniu w Anglii...
R: Czyli dużego tournee nie będzie?
BB: Nie, nie będzie, chyba że jakiś cud lub coś innego się stanie. Jestem zbyt zajęty własnym zespołem. Swoją drogą w Wolfsbane właściwie nigdy nie byliśmy popularni poza Wielką Brytanią, podczas gdy z moją grupą więcej znaczymy właśnie w pozostałej części Europy...
Grudzień 2011 będziemy koncertować z Wolfsbane i jeśli wszystko pójdzie ok, we wrześniu 2011 roku, powinien pojawić się nowy album.
R: Kiedy spojrzymy na plakat reklamujący dzisiejszy koncert w oczy rzuca się duży napis pod Twoim nazwiskiem - "ex- Iron Maiden". Jak to odbierasz? Czy wzbudza to w Tobie złość czy myślisz sobie, "to tylko marketing" ?
BB: Cóż, nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie Iron Maiden. Nikt nie byłby zainteresowany. Jest tak trudno wystartować z kapelą heavy metalową, grać oryginalną muzykę, osiągnąć sukces. Naprawdę, nikt nie byłby zainteresowany moją muzyką, gdybym nie był w Iron Maiden. Niektórzy mnie znają z tej grupy, niektórzy nie. Umieszczenie nazwy Iron Maiden na plakacie spowoduje, że przyjdzie trochę osób, którzy nas nie znają. Zobaczą, że to zespół, że mamy własną muzykę, zainteresują się naszymi płytami i może w ten sposób fani Iron Maiden zostaną fanami grupy Blaze'a Bayleya.
Wiedziałem co się będzie działo, byłem tego wszystkiego świadomy gdy dołączałem do Iron Maiden. Byłem wielkim fanem tej grupy, wielkim fanem KISS. I każdy prawdziwy fan tych zespołów potrafi wymienić wszystkich byłych członków zespołu. I kiedy byłem w Iron Maiden, ludzie pytali co się stało z Denisem Strattonem, wiedziałem więc co mnie czeka.
Także nie martwię się tym, jestem bardzo dumny ze swoich dokonań z Iron Maiden. Zrobiliśmy razem dwa albumy i Best of the Beast, a na Vision of the Beast jest sporo teledysków ze mną, także naprawdę jestem z tego dumny. Kiedy myślę o tych czasach, nie myślę, że to było okropne. Wręcz przeciwnie, to było cudownie. Pierwszy raz zagrałem w Polsce właśnie z Iron Maiden i to było cudowne, naprawdę cudowne doświadczenie dla mnie. Usłyszeć polskich fanów śpiewających piosenki, które ja napisałem. Fantastyczne.
R: W naszej redakcji wiele osób lubi album The X Factor, generalnie jest to album, który w Polsce ma bardzo dużo fanów. Patrząc z perspektywy ponad dziesięciu lat jak oceniasz ten album i Virtual XI, co czujesz, kiedy je słuchasz?
BB: Z muzyki, z kompozycji jestem niezwykle dumny. Myślę, że The X Factor może być trudny w odbiorze ze względu na produkcję. Myślę, że jego brzmienie mogłoby być trochę jaśniejsze, ponieważ brzmi bardzo mrocznie. Nie muzyka, muzyka jest fantastyczna, chodzi o samo brzmienie albumu. Jestem dumny z każdego z tych utworów. Man on the Edge był wielkim hitem w całej Europie...
Jeśli chodzi o Virtual XI, kiedy słucham ten album jest wiele piosenek, które uwielbiam. Futureal jest dla mnie jednym z najlepszych utworów Iron Maiden, utworem który można postawić obok klasyków tej grupy. Ale wydaje mi się, że gdybyśmy mieli więcej prób przed nagraniem tej płyty, byłaby ona znacznie lepsza. Według mnie The Angel and The Gambler jest zbyt długi, tak samo Lightning Strikes Twice, też jest za długie. Myślę, że uzyskałaby one swoją naturalny czas trwania, gdyby było więcej prób. Ale byliśmy wtedy pod dużą presją czasowa, nie było czasu na próby. Jestem bardzo dumny z tej muzyki. Ot, When Two Words Collide... świetny utwór
R: Czy po odejściu z Iron Maiden miałeś jakieś oferty z innych zespołów?
BB: Tak, miałem trochę ofert z różnych grup. Ale chciałem działać na własną rękę. Miałem sporo pomysłów na piosenki i chciałem zrobić je po swojemu. I zrobiłem to na płycie Silicon Messiah. I udało się, jestem z tej płyty dumny, fani przyjęli ciepło ten album. Chcę go wydać ponownie w swojej wytwórni.
R: Czy to prawda, że zmieniłeś nazwę grupy z Blaze na Blaze Bayley ze względu na to, że nikt nie rozpoznawał, że to Twój zespół ?
BB: Tak, to prawda. Kiedy opuściłem Iron Maiden, byłem zaczepiany na ulicy, rozpoznawany, ludzie pytali się co teraz robię. Odpowiadałem, mam swój własny zespół. Jak się nazywa? Blaze. Nigdy nie słyszałem.... Zmieniliśmy więc nazwę, zrobiliśmy bardzo małą trasę po Wielkiej Brytanii. I przyszło dwa razy więcej ludzi, niż dotychczas...
Chciałem zmienić nazwę już wcześniej, ale członkowie zespołu nie zgadzali się. Kiedy więc zmontowałem nowy zespół, przed nagraniem The Man Who Would Not Die, zebrałem wszystkich i powiedziałem: słuchajcie, to jest to co chce zrobić i mówię dlaczego, to jest ciągle zespół, ale przyjmijmy nazwę, którą ludzie będą rozpoznawać... I to zadziałało. Kiedy wpiszesz w wyszukiwarce blaze bayley, znajdziesz naszą stroną blazebayley.net. A kiedy wpiszesz blaze, znajdziesz strony porno, zabawki, gry i różne inne rzeczy. No i kapelę Blaze, jest jeszcze jeden taki zespół.
R: Patrząc na współczesną rockową, metalową scenę czy widzisz jakieś młode zespoły, które są w stanie utrzymać tę muzykę w dobrej formie przez następne dekady. Czy widzisz następców takich zespołów jak Iron Maiden, Judas Priest, Scorpions...
BB: Myślę, że... Śpiewanie znów stało się modne. Teraz jest dużo więcej zespołów, ludzi którzy potrafią, grać, śpiewać. To jest świetne. Zobaczymy, następne pięć lat nam odpowie na to pytanie. Jeśli zespoły będą w stanie zadbać o finanse, właściwie się wypromować się, będzie ok. Albo wielkie wytwórnie znajdą sposób, żeby pochłonąć wszystko co się dzieje w Internecie, te wszystkie zespoły. Zobaczymy co z tego będzie...
R: Wielkie dzięki za rozmowę!
BB: Również dziękuję.