Twój przewodnik po świecie rocka

Artykuły

Brzmienie TSA wzięło się z Breakout i Testu - rozmowa ze Stefanem Machelem

Data dodania: 01.01.2012

Pewnego dnia szperałem sobie w internecie w poszukiwaniu informacji na pewien temat związany ze sprzętem gitarowym. Miałem akurat konkretne pytanie do nikogo innego jak do Stefana Machela z TSA. Po przyjemnej wymianie zdań między nami, kiedy okazało się, że Stefan to bardzo miły i otwarty człowiek, zaświtał mi w głowie pomysł, dlaczego by nie zapytać go o parę nurtujących mnie spraw związanych z jego karierą? Owoc tego pomysłu znajdziecie poniżej, w postaci mam nadzieję ciekawego wywiadu.

Rockers.com.pl: W czasach kiedy zaczynaliście Waszą karierę, dostępność muzyki, szczególnie w Polsce, nie była taka jak teraz. Skąd czerpaliście inspiracje, co ostatecznie złożyło się na Wasze brzmienie? Wielu fanów słyszy u Was spore inspiracje AC/DC

Stefan Machel: Źródłem moich inspiracji brzmieniem oraz stylem muzycznym jest przede wszystkim Led Zeppelin. W wieku lat dziesięciu usłyszałem Whole Lotta Love i to był dla mnie konkretny sygnał od Jimmy'ego Page'a, że trzeba się zainteresować gitarą elektryczną. Niedługo potem zapisałem się na zajęcia nauki gry na gitarze w opolskim MDK. W wieku lat czternastu miałem już zespół w którym grałem utwory Ten Years After i Grand Funk Railroad bo Led Zeppelin były wtedy dla nas za trudne (śmiech). A w tym zespole niejaki Andrzej Nowak... na organach ! (śmiech). Obok Zeppelinów i wspomnianych słuchałem wtedy także sporo Franka Zappy. Tak więc oprócz klasycznego hard rocka interesowałem się również muzyką nieco... alternatywną. W czasach MDK odkryłem jak wspaniałym środkiem wyrazu i ekspresji może być przesterowany wzmacniacz lampowy. Ile pojawia się możliwości brzmieniowych ale i to jak tego typu hałas może wpływać na emocje zarówno grającego jak i wszystkich dookoła. Podczas próby przed koncertem grupy Test usłyszałem jak brzmi Gibson Darka Kozakiewicza podłączony do wzmacniacza Marshalla. Wtedy dowiedziałem się skąd wzięło się jego genialne brzmienie na płycie Blues Breakout i postanowiłem, że też muszę mieć taki zestaw. Nie żeby go naśladować, ale po to, aby móc wyciskać tyle soku z gitary i wzmacniacza...
Kiedy ktoś mnie pyta skąd się wzięło brzmienie TSA to odpowiadam: z Breakout i Testu. Kiedy przyłączyłem się w 1979 roku do TSA zaczęliśmy poznawać AC/DC od trzech utworów z Highway To Hell. Przypadkowo nagrałem je z radia na magnetofon i pokazałem kolegom. To było po prostu objawienie. Absolut syntezy rocka. Oni udowodnili, że można połączyć estetykę Led Zeppelin i Rolling Stones. Podczas prób mieliśmy taśmę z Back In Black na jednej stronie i Highway To Hell na drugiej i... słuchaliśmy tego na okrągło. Ale słuchać to jedno, a grać to drugie. Mieliśmy swoje podejście do brzmienia dwóch gitar. A kiedy pojawił się Marek Piekarczyk i zaczęliśmy wspólną pracę nad repertuarem mieliśmy już swój styl.

R: Jesteście stawiani, obok Kata i Turbo, jako jedni z wielkiej metalowej, polskiej trójcy lat 80. Czy w tamtych czasach była między wami jakaś rywalizacja, chociażby podświadoma, czy raczej żyliście z członkami tych grup w zgodzie i nigdy specjalnie nie przykładaliście wagi do wzajemnych dokonań?

SM: Rywalizacja pewnie i była choćby ze względu na pozycje utworów na liście radiowej trójki ale wydaje mi się, że każdy z tych zespołów miał swoją publiczność. Z Turbo mieliśmy koleżeńskie układy, a z Katem było nieco inaczej. U nas w zespole był prawie prawdziwy Jezus, a w Kacie Szatan wcielony więc coś musiało iskrzyć. Jednak graliśmy wiele wspólnych koncertów i razem przeżyliśmy wiele wspaniałych imprez zarówno na zapleczu sceny jak i w hotelach czy nocnych klubach (śmiech).

R: Andrzej Nowak odszedł z TSA niedługo przed nagraniem alternatywnej muzycznie, anglojęzycznej wersji Heavy Metal World, a do zespołu dołączył Antoni Degutis. Jako gitarzysta byłeś zadowolony z tego "transferu" czy jednak praca z Andrzejem to było coś, co sobie bardziej ceniłeś?

SM: W pytaniu widzę dwie odrębne kwestie. Po pierwsze, płyta Heavy Metal World w wersji angielskiej została nagrana pod kierunkiem belgijskiego producenta i brzmi tak jak oczekiwał tego zagraniczny producent i wydawca.
Po drugie, Andrzej Nowak odszedł razem z Markiem Kapłonem od zespołu po nagraniu trzeciego albumu. Zostawili nas kiedy mieliśmy grać koncerty promujące to wydawnictwo i poszli grać w zespołach damskiego rocka. Szkoda, bo przecież nasze dwie gitary stanowiły fundament brzmienia TSA. A my musieliśmy zmontować skład. Zgłaszali się znani polscy gitarzyści, ale żaden nie czuł naszej muzyki. Na perkusji doskonale znalazł się Zbyszek Kraszewski i od razu okazało się, że zespół gra z większym czadem. A Antka Degutisa po prostu znaleźliśmy na korytarzu jego sali prób. Ponieważ miał wiele dobrych chęci postanowiliśmy go przystosować. Trochę się udało, a trochę nie, o czym świadczy jego stosunkowo krótki pobyt w TSA. Myślę, że był całkiem inny od Andrzeja i to był w pewnym sensie jego atut. Miał bardzo fajne pomysły ale był, jakby to ująć... zbyt skomplikowanym człowiekiem. Nagraliśmy razem przecież album TSA Rock and Roll, w którego powstanie nie ingerował żaden zagraniczny producent, i ta płyta stanowi jeden z klasyków tego zespołu. Jest to też, z tego co mi wiadomo, jedna z ulubionych płyt TSA Andrzeja mimo, iż na niej nie gra. O ile, jak wspomniałem, gitara Andrzeja doskonale pasowała do mojej, jednak muszę przyznać, że w pracy zespołowej jest to człowiek najtrudniejszy jakiego znam.

R: Braliście udział w stworzeniu polskiej wersji opery Jesus Christ Superstar. Jak wspominasz współpracę ze znanym, głównie komediowym reżyserem Jerzym Gruzą?

SM: Prywatnie Jerzy Gruza był to bardzo sympatyczny i otwarty człowiek. Co innego praca w teatrze. Bardzo kreatywny ale przy tym nieznoszący sprzeciwu. Miał swoją koncepcję i kiedy zobaczył, że orkiestra chce zdominować zespół natychmiast interweniował. Wiedział czego chce, a chciał zespołu z orkiestrą, a nie odwrotnie. Dyrygent i orkiestra chcieli nam narzucić bezwolne odgrywanie nut. Ale kiedy im pokazaliśmy jak można twórczo podejść do tej nieco już archaicznej muzyki dostaliśmy na próbie aplauz od wszystkich muzyków i współpraca zaczęła jakoś się układać. Tak więc także dzięki niemu epizod mariażu zespołu z teatrem muzycznym wspominam jako wydarzenie artystyczne, a nie pracę najemną.

R: Po odejściu Marka Piekarczyka w 1989 roku nie mogliście znaleźć nowego wokalisty. Nikt nie pasował do waszej koncepcji czy tak naprawdę zespół chylił się ku upadkowi i raczej podeszliście do tego bez większych emocji, a wszystko "umarło"?

SM: Nic dodać nic ująć. Doskonale sobie sam odpowiedziałeś na to pytanie.

R: Po rozpadzie TSA współtworzyłeś TSA-Evolution. W składzie z wami grał wtedy Piotr Łukaszewski, głównie znany dziś z grupy IRA. Czy wtedy już zdradzał, że może w przyszłości porzucić pierwszeństwo muzyki na rzecz między innymi produkcji?

SM: Piotrek zawsze interesował się sprzętem - miał wszystkie nowinki na bieżąco (śmiech) i technikami nagrań co mu zostało do dziś (śmiech).

R: Wiem, że TSA-Evolution nagrało premierowy materiał na początku lat 90. Światło dziennie ujrzała jednak tylko jedna kompozycja. Czy kiedyś doczekamy się oficjalnego wydania tych nagrań, chociażby pod inną nazwą?

SM: Nagrane są w całości trzy utwory, zgodnie z sugestią producenta, w języku angielskim. Niestety, póki co mam w swoim archiwum tylko jedną z nich, a pozostałe dwie zaginęły gdzieś w czeluściach magazynów Izabelin Studio. Reszta utworów mających składać się na album została zarejestrowana w postaci podkładów bez wokalu. Taśma wielośladowa z tej sesji zawierająca partie instrumentalne została po prostu skasowana. Z prostej przyczyny, brak było na rynku takich rzeczy i były bardzo drogie. Więc została tylko wersja stereo przegrana roboczo na kasetę MC. A sesji z tym materiałem nie udało się ukończyć z jednego powodu. Zakończyliśmy współpracę z wokalistą.

R: Po premierze albumu The Best Of TSA planowaliście występ w klasycznym składzie oraz z innymi muzykami, którzy udzielali się w składzie TSA między innymi z Antonim Degutisem. Jak to miało wyglądać - koncert na trzy gitary czy może każdy skład gra "swoje" numery?

SM: Tak, wtedy był planowany taki występ - na trzy gitary i dwie perkusje. Miało to być spore wydarzenie. Niestety, nie sprostał temu wyzwaniu menadżer i z wielkiego koncertu wyszło nic.

R: Proceder był bardzo dobrze przyjętym albumem, koncerty też były znakomite. Od jego wydania minęło już jednak parę lat. Czy planujecie w związku z tym wydanie kolejnej płyty z premierowym materiałem albo jakiegoś albumu koncertowego czy DVD?

SM: W chwili obecnej zespół nie planuje żadnego wydawnictwa.

R: Czy myślałeś kiedyś o nagraniu albumu solowego?

SM: Mam pewne plany ale nie dotyczą one albumu solowego. Będzie to owoc współpracy z interesującym partnerem, być może nawet owoce dwa. Oprócz tego, moją muzykę będzie można usłyszeć w filmie dokumentalnym "Przerwany Sen", którego premierowa emisja w stacji Canal+ ma mieć miejsce ósmego października tego roku. Jest to muzyka specjalnie stworzona na potrzeby tego obrazu tak więc to coś zupełnie nowego.

Rozmawiał: Paweł Tkaczyk

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. Publikowanie, kopiowanie i wykorzystywanie materiałów z tej strony w całości lub fragmencie bez zgody redakcji JEST ZABRONIONE.

Copyrights © ROCKERS-TEAM 2008-2012

Design by: mierciuProduction