Twój przewodnik po świecie rocka

Artykuły

Nie patrzymy wstecz - rozmowa z Maciejem Majchrzakiem i Sidneyem Polakiem z T.Love

Data dodania: 01.01.2012

Niedawno na rynku ukazało się długo oczekiwane przez fanów wydawnictwo T.Love - boks T.LoveStory gromadzący wszystkie dotychczasowe albumy zespołu, a także zawierający płytę z premierowymi i niepublikowanymi utworami i DVD z bodajże wszystkimi teledyskami (ale i fragmentami koncertów) zespołu. Tegoroczna jesienna trasa grupy przebiegała więc pod znakiem promocji tego wydawnictwa, ale i pojawiły się na niej kolejne nowe utwory z szykowanej na przyszły rok płyty. Jako, że zespół zagrał (po kilkuletniej przerwie, jeśli chodzi o koncerty klubowe) w jej ramach w Szczecinie, trafiła się już druga w tym roku okazja do rozmowy, tym razem jednak nie z Muńkiem, ale muzykami zespołu. Gitarzystą Maciejem "Majcherem" Majchrzakiem (w zespole od 1993 r.), i perkusistą Sidneyem Polakiem (od 1990 r.).

Rockers.com.pl: Naszą rozmowę nie wypada zacząć inaczej jak od niedawno wydanego boksu T.LoveStory... Tego typu wydawnictwa skłaniają niewątpliwie do podsumowań, wydają się zamykać pewną erę... Ty i Sidney, gracie w tym zespole już dwie lub niemalże dwie dekady, ni stąd ni zowąd czwarty krzyżyk na karku, jak Wy się na to zapatrujecie, jakie odczucia towarzyszą Wam patrząc na to wydawnictwo, które przez niektórych uważane jest niejako jako podsumowanie dorobku zespołu?

Maciej Majchrzak: Niewykluczone, że to właśnie podsumowanie (śmiech). Czas pokaże. Wiesz, raptem tylko jakieś, nie wiem, w przypadku Sidneya to jest siedemdziesiąt procent płyt, które powstały z jego udziałem, a w przypadku moim to jest, powiedzmy sześćdziesiąt, pięćdziesiąt pięć, także nie tak wcale dużo...

R: Myślę, że można jednak powiedzieć: "większość"...

MM: Owszem, można powiedzieć większość, ale nie przesadzałbym, zresztą nie analizuję tego za bardzo. Osobiście czuję się staro już od bardzo dawna. Z racji wagi czuję, że czterdzieści lat mam od trzydziestego drugiego roku życia, więc nie jest to dla mnie zaskoczenie, że mam je teraz faktycznie, zgodnie z metryką. Tak jak wspomniałem, nie rozważam tego, nie przykładam do tego specjalnej wagi, nie wiem jak Ty Sidney...

Sidney Polak: Ja bardzo podobnie. Wiesz, jeszcze parę lat temu miałem taki okres, można powiedzieć kryzys wieku średniego, że patrzyłem wstecz, na to co było kiedyś. Ale to absolutnie minęło. I teraz generalnie, zdecydowanie wolę patrzeć do przodu, planować, zastanawiać się nad tym co mnie czeka, a nie nad tym, co już było.

MM: Wracając do boksu, myślę, że jest to duża gratka dla wszystkich, którzy są takim wydawnictwem zainteresowani. Kosztuje to około dwustu złotych, jest tam tych płyt kilkanaście, praktycznie wszystko. Nie ma właściwie tylko wydawnictwa Częstochowa 8285, wydane swego czasu przez SP Records, a w zeszłym roku reedytowanego z dodaną koncertówką.

SP: Może więc za parę lat wyjdzie kolejny boks, już z wszystkimi wydawnictwami (śmiech).

R: I zestawem kolejnych płyt studyjnych, czego Wam życzę... Są zatem wśród tych albumów płyty, z których szczególnie jesteście dumni, zadowoleni? Albo takie, do których nie chcecie wracać?

MM: Przyznam, że nigdy tego specjalnie nie klasyfikowałem. Wiadomo, że - powiedzmy - w powszechnym odczuciu za najlepsze płyty, patrząc na ten okres, w którym ja gram w zespole, uważane są Prymityw, Al Capone i ja myślę, że również Model 01 należy zaliczyć do tej grupy. Dla mnie każda z tych płyt to jest przede wszystkim jakaś historia, określone wspomnienia...

SP: Właśnie, każda z tych płyt budzi przede wszystkim jakieś wspomnienia z okresu nagrywania. Przypomina się ówczesny klimat, relacje w zespole, to co się działo wokoło... Przyznam, że czasem w radio w swojej audycji, zdarzało mi się puszczać utwory T.Love, rzeczy mniej znane, rzadko grane, jak na przykład Jednoręki bandyta (z płyty Prymityw - przyp. M.Wilmiński) Wtedy jakieś tam myśli nachodzą, przypominają się stare rzeczy.

R: W boksie znalazła się także płyta "Polskie mięso" zawierająca numery do tej pory niepublikowane, b-side'y, odrzuty i tak dalej. Wiadomo, że utworów tego typu jest w Waszym dorobku znacznie więcej. Jak dokonaliście wyboru? Czy był on demokratyczny czy całość narzucił Muniek...

MM: To Muniek wybierał. Chyba, że ktoś się zdecydowanie sprzeciwiał, żeby jakiś utwór się tutaj znalazł... Ale generalnie to są wybory Muńka. Jest tu kilka nagrań Sidneya, w większości też przez niego zagranych, z około 2000 roku, który wówczas chyba najwięcej spośród nas tworzył. Znalazło się tu sporo jakichś dem, szkiców piosenek, nagrywanych gdzieś pokątnie, jest nawet numer śpiewany przez Muńka po norwesku, Lonely Boy, także kawałki z koncertów. Generalnie są i takie numery, które naszym zdaniem ewidentnie nie powinny się tutaj znaleźć... Zarazem jest i kilka numerów nagranych specjalnie z tej okazji, w tym właśnie tytułowe Polskie mięso.

R: Pytam o te wybory, bo pamiętam w zeszłym roku na dniach Gryfina zagraliście utwór nawiązujący tekstowo do katastrofy smoleńskiej. Słowa, jak i cały utwór bardzo mnie wtedy poruszyły i przyznam bardzo mi się spodobały. I byłem mocno rozczarowany, że tego utworu...

MM: Nie ma na tej płycie...

R: Dokładnie!

MM: Przyszłość tego utworu nie jest jeszcze wyklarowana. Dlatego, że po dwupłytowym, być może, albumie, który planujemy wydać na jesieni przyszłego roku i po urlopie, który sobie zrobimy po tej płycie mamy zamiar wejść do studia i bardzo z tak zwanej bomby, czyli w biegu, nagrać płytę, która w pewnym sensie, w swoich założeniach ideowo-muzycznych będzie przypominać trochę płytę Prymityw. I mamy tam na nią ze trzydzieści, czy tam dwadzieścia pięć może kawałków, takich, powiedziałbym brudnopisowych w większości. Ale część utworów jest już gotowa i jednym z nich jest 10 kwietnia 2010, tak ten utwór się nazywa. Także niewykluczone, że jeszcze go usłyszysz.

R: Skoro poruszyliśmy już temat nowej płyty, Old Is Gold, powiedzcie na jakim to jest etapie. Wiemy, że macie napisanych większość kompozycji, ale czy wiecie już kiedy, gdzie i z kim będziecie to nagrywać?

MM: Produkujemy to z Muńkiem we dwóch. Wiemy, że będziemy to nagrywać w studio S3 w Warszawie w kompleksie radiowo-telewizyjnym na Woronicza. Nie wiemy, gdzie będziemy realizować i z kim... Próbowaliśmy pracować w ramach testowych nagrań z ośmioma czy dziewięcioma realizatorami, ale mamy tam jeszcze kilka typów, kilku faworytów, nie potrafimy się jeszcze na tę chwilę stuprocentowo zdecydować. Mamy gotowe jakieś piętnaście utworów, planujemy mieć około dwudziestu jeden, dwudziestu dwóch, które pewnie podzielimy na dwie płyty. Chyba, że dokonamy jakieś drastycznej selekcji.

R: Czyli nie jest wcale przesądzone, że będzie to album dwupłytowy?

MM: Nie jest przesądzone, aczkolwiek byłoby to na pewno ciekawe. Wydać dwupłytowy album koncertowy to nie jest nic takiego, żadne osiągnięcie, natomiast wydać dwupłytowy album studyjny, to jest coś.

R: Szczególnie u nas. A i jak patrzę na światowy rynek, to często się nie zdarza, Stadium Arcadium Red Hot Chili Peppers, Use Your Illusion Guns And Roses to rzeczy, które w tej chwili przychodzą mi do głowy...

MM: Właśnie... Zależy nam na tym, że pracujemy nad tymi utworami od 2007 roku i zrobiliśmy ponad siedemdziesiąt utworów. Z norweskimi tekstami, zalążkiem melodii. Muniek wybrał z tego dwadzieścia osiem czy ileś tam utworów. Powolutku odrzucał utwory który mu nie pasują i na dzień dzisiejszych są to właśnie dwadzieścia dwie piosenki, z czego jak mówiłem piętnaście ma już napisane słowa.

R: Patrząc na płytę Polskie Mięso rzucił mi się w oczy fakt, że Muniek jest tu nie tylko - jak zwykle - autorem tekstów, ale i współkompozytorem muzyki. Czy zatem mocniej niż dotychczas zaangażował się w tworzenie muzyki?

MM: Nie, nie, to nie tak. Muniek zawsze był współkompozytorem, tylko wspaniałomyślnie dzielił się swoją twórczością z kolegami. Wielokrotnie, myślę że więcej niż nawet w połowie piosenek, był autorem przynajmniej linii wokalnej. Czasami było tak, że to my wymyślaliśmy linie wokalne i faktycznie to było wykorzystywane. Ale bardzo, bardzo często, w czasach wczesnego T.Love było to wręcz nagminne to jest dzieło Muńka. A jakby nie patrzeć linia wokalna w znacznej mierze stanowi o kształcie kompozycji. To, co ludzie najbardziej zapamiętują z utworów to przecież właśnie melodia. Dlatego mówiłem zawsze Muńkowi, że jest frajerem, że się pod tym nie podpisuje... Ostatnio właśnie to się zaczęło zmieniać, przy okazji płyty I Hate Rock And Roll na tych utworach, które Muniek przyniósł, które były napisane z Jankiem Knorowskim czy Andrzejem Zeńczewskim, Muniek już widnieje jako współkompozytor. I tak też jest na tych nowych utworach na boksie.

R: Od jakiegoś czasu regularnie grywa z Wami na koncertach saksofonista Tom Piechrzalski, czy w nowych utworach będziemy mogli zatem mocniej usłyszeć ten instrument?

MM: Tak, tak. Gra z nami legenda, Tom Pierzchalski, który obok Muńka jest w zespole najdłużej, wywodzi się przecież jeszcze z T.Love Alternative. Miał jakąś przerwę w graniu w zespole w latach 90., ale tak jest tutaj cały czas. I, zdecydowanie tak, przynajmniej w połowie numerów jest ten saksofon, wykorzystany.

R: Mam też wrażenie, że ostatnio więcej w Waszych utworach jest klawiszy, ot chociażby Polskie mięso.

MM: Owszem i tutaj moje ukłony dla kolegi Mareckiego, szacunek naprawdę (tu Maciej faktycznie gratuluje Michałowi Mareckiemu, który siedział tuż obok). Bo Polskie mięso to naprawdę świetny numer, moim zdaniem jest to powrót do starego, dobrego T.Love.

R: Przyznam, że miałem dokładnie takie same odczucia, kiedy pierwszy raz usłyszałem ten utwór!

MM: Natomiast sam numer jest wbrew pozorom jednak mocno gitarowy, klawiszowe jest tylko solo.

R: Od jakiegoś czasu w zespole gra nowy gitarzysta, Janek Pęczak, jak Wam się współpracuje? Wcześniej przecież graliście z Jackiem Perkowskim, który w zespole występował jakieś piętnaście lat... To, co rzuca się w oczy, to przede wszystkim niesamowita energia, jaką Janek daje z siebie na scenie...

MM: Bardzo dobrze. Wszystko jest super, ale niech się sam Janek wypowie jak mu się gra ze starszymi kolegami (śmiech).

Janek Pęczak: Od razu powiem, że nie było to dla mnie łatwe. Był to właściwie od razu skok na głęboką wodę. Szczególnie, że musiałem się dopasować mentalnie, odnaleźć w cudzych kompozycjach, ale i wypracować wspólne brzmienie, wspólny język muzyczny z zespołem. Wiadomo, pozostali muzycy grają ze sobą już długo i ciężko jest się w to z miejsca włączyć. Musiałem gdzieś schować swoje przyzwyczajenia, wizje. Ale myślę, że jest już naprawdę dobrze.

MM: A Janka mogliśmy już usłyszeć na dwóch bonusowych utworach na ostatniej składance...

SP: Właśnie, jest naprawdę fajnie. Wiadomo, Janek jest bardzo dobrym, sprawnym muzykiem. Ale tak naprawdę dopiero gramy koncerty... Tak naprawdę zobaczymy jak to wszystko wyjdzie w studio, gdzie jeszcze razem nie pracowaliśmy tak na poważnie... A wiadomo, że to jest mocny test dla każdego muzyka. Na tę chwilę współpraca układa się znakomicie. Wszystko według mnie, to co się dzieje, idzie we właściwym, pozytywnym kierunku. Zapatruje się na to wszystko bardzo pozytywnie.

R: Wracając do starych czasów, wiadomo, że Ty Maciek, trafiłeś do T.Love z Incrowd, gdzie grał też Sidney... Ale przyznam, że, o tej kapeli praktycznie nic nie wiem, ciężko znaleźć o niej jakiekolwiek informacje. Wiadomo, że supportowaliście Illusion, że nagraliście płytę... Tyle. Czy możecie powiedzieć coś więcej na temat tej kapeli?

SP: To było granie mocno amerykańskie, śpiewanie po angielsku. Muzyka jest do ściągnięcia z mojej strony (www.sidneypolak.pl - przyp. M.Wilmiński), także zachęcam, jeżeli ktoś chciałby się zapoznać, można na niej tego posłuchać...

MM: A dodajmy, że wydaliśmy nie tylko jeden album, ale i demo drugiego, który nie został wydany...

SP: Tak, też jest dostępne na stronie. Także, jeżeli ktoś jest zainteresowany, chce się dowiedzieć o co tu chodziło, to zachęcamy.

R: Jak patrzycie na tę kapelę z perspektywy czasu? Młodzieńcze szaleństwo, młodzieńcze marzenia, naiwność?

MM: No... myślę że tak, w większości dość dobrze to ująłeś (śmiech).

R: Chciałbym, korzystając z okazji boksu, na chwilę wrócić do Waszych starszych wydawnictw, a konkretnie płyty Al Capone. Po surowym, takim, hmm, osadzonym mocno w rockpunkowych korzeniach Prymitywie nagle dostaliśmy album, na którym mamy zupełnie inne kompozycje i zupełnie inaczej brzmiące gitary, wydaje mi się, że amerykański jest tutaj nie tylko i tytuł, ale i brzmienie, szczególnie że na dzień dobry mamy numer hejnał mariacki a'la gwiaździsty sztandar. Skąd taki kierunek?

MM: To wszystko wina britpopu. Zatem, bardziej brytyjsko, a nie amerykańsko. To był czas triumfów Oasis czy Blur. Muniek zafascynował się tym graniem i przelał na resztę, wpłynęło to mocno na innych, pamiętam że też i na mnie. Właśnie szczególnie te dwa wymienione zespoły. Tego typu kapele wówczas nas inspirowały. Tak naprawdę po raz kolejny wyszła tutaj specyfika T.Love, czyli przerobienie jakichś tam trendów, rzeczy, które nam się podobają, które nas inspirują, na własną modłę.

R: Sprzedawcy używanego rockandrolla...

MM: ... jak to było napisane na płycie Prymityw.

R: Na płycie znalazły się też ewidentnie żartobliwe, jajcarskie numery, jak My Name is Łukasz czy Olej. Słychać, że atmosfera w zespole była wtedy znakomita, przechodziły najbardziej szalone pomysły...

MM: Towarzysko-narkotykowo-alkoholowa (śmiech). Teraz patrząc na to po latach, Olej się może nie zestarzało aż tak bardzo, Łukasz zdecydowanie tak.

R: Dlaczego, to naprawdę miły przerywnik.

MM: Może... W każdym razie to był naprawdę świetny okres, klimaty mocno kumpelskie...

R: A skąd wziął się pomysł na 1996, chyba najbardziej znany i przyznam, mój ulubiony, numer na tej płycie!

MM: Ja przyznam, że po latach nie jestem już z niego tak zadowolony. A numer wziął się przede wszystkim z fascynacji Bee Gees, muzyką taneczną. Jak się ktoś przysłucha dobrze, to dobrze to rozpozna. Miał mieć taki klubowy klimat. Co zresztą pokazuje też teledysk, gdzie chcieliśmy uzyskać klimat a'la Chłopcy z ferajny, tego typu rzeczy. A wyszło jak zawsze (śmiech). Bardziej porucznik Borewicz (śmiech).

R: Na Al Capone było też nieco glam rocka, a to nieco na kolejnej płycie - Chłopaki nie płaczą - zamieniło się w dominujący styl, a zatem na kolejne płycie znów zmiana inspiracji.

MM: Zdecydowanie tak, to był stary brytyjski glam rock.

R: Album otwiera, zaskakujący debiut wokalny Sidneya - To Nie To

MM: Zalążek kariery solowej Sidneya. Jako pierwszy z nas opanował komputery pod względem muzycznym...

SP: Co ciekawe utwór powstał w moim mieszkaniu na ulicy Wspólnej (śmiech), a nagrywałem go w kuchni. Dzięki temu, że odkryłem możliwości komputerów, sprawiłem sobie profesjonalny do tego sprzęt, dużo wtedy w wolnym czasie grałem, komponowałem, powstawało masa demówek. Ale do T.Love nie bardzo pasowało. A tutaj spodobało się na tyle Muńkowi, że trafiło na płytę. Mimo, że użyłem jedynego chwytu gitarowego, który wówczas znałem.

MM: Warto wspomnieć, że nie tylko Sydney śpiewa w tym numerze. Głos Muńka jest tutaj, powiedzmy, "doubletrackowany".

R: Na koniec jeszcze wróćmy do Modelu 01. Przy okazji tej płyty pojawiło się mnóstwo opinii, że macie syndrom nazwijmy to "późnego U2", że straciliście serce do rocka, że pop i w ogóle.

MM: Wiesz, to towarzyszy nam od zawsze. Już Pocisk Miłości był przez wielu fanów starego T.Love uznawany za komercję. Potem komercją było Al Capone, gdzie wszyscy oczekiwali drugiego Prymitywu i odsądzali nas od czci i wiary, a przy Chłopaki nie płaczą to już w ogóle oberwaliśmy porządnie. Także nic nowego... Zobaczymy jak ludzie przyjmą nowy album i T.Love w stylu country (śmiech).

R: Wiem, Maciek, że miałeś produkować album Marcheff W Butonierce Pidżamy Porno, do czego jednakże nie doszło. Możesz powiedzieć coś o tym więcej?

MM: Tak, tak miało być. Aczkolwiek generalnie nic z tego nie wyszło. Zrobiliśmy świetną wersję Tom Petty spotyka Debbie Harry, to wyszło na singlu, powiedzmy na stronie B, wydanego przez SP Records. Według mnie znakomicie to wyszło, naprawdę bardzo udana wersja. Z tymże, no nie za bardzo zespołowi się to spodobało, być może zrobiłem to za bardzo tilavowo i w efekcie nie doszło do współpracy (śmiech).

R: Czyli to była decyzja zespołu?

MM: Tak, tak i do końca jakby unikali powiedzenia mi tego wprost (śmiech). Wiesz, jak to jest. Niby to, niby tamto, w końcu jednak wiadomo było co jest grane. I tyle.

R: A realizujesz jeszcze jakieś nagrania, poza T.Love?

MM: Nie (tu wtrącił się Michał Marecki, który przekonywał Maćka, że jest inaczej)... No, jedynie dla kolegów czasami.

R: A co z trzecią płytą Sidneya Polaka?

SP: Trzeci album jest szykowany od jakiegoś czasu. Mam sporo pomysłów, coś tam powoli składam. Ostatnio mocno współpracowałem i tworzyłem z Pezetem... Natomiast wiem już mniej więcej co i jak odnośnie trójki i powoli działam. Nie chcę na tę chwilę składać żadnych deklaracji co do terminów, bo na tym zdążyłem się już przejechać przy okazji pierwszej płyty.

Rozmawiał: Maciej Wilmiński

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. Publikowanie, kopiowanie i wykorzystywanie materiałów z tej strony w całości lub fragmencie bez zgody redakcji JEST ZABRONIONE.

Copyrights © ROCKERS-TEAM 2008-2012

Design by: mierciuProduction