Twój przewodnik po świecie rocka

Riverside

Memories In My Head

Data wydania: 2011

Wytwórnia: Metal Mind Productions

Typ: Album studyjny

Producent: Magdalena Srzednicka, Robert Srzednicki, Riverside

Ocena: 5 /10

Muzycy Riverside nie zapomnieli o uczczeniu dekady swojej działalności i wydali minialbum z trzema premierowymi kompozycjami, który początkowo dostępny był tylko podczas trasy koncertowej. Memories In My Head, bo tak zatytułowane jest nowe wydawnictwo, ostatecznie trafiło na sklepowe półki pewnie dla tych, którzy na koncertach Dudy i spółki pojawić się nie mogli.

O ile ilościowo jest skromnie, to czas kompozycji jest imponujący. Dwie trwają około dziesięciu minut, a jedna aż dwanaście. Pierwsze skojarzenia oczywiście nasuwają się same - Anno Domini High Definition. Czy muzycznie jest podobnie? Memories In My Head jest dziełem bardzo spokojnym i melancholijnym, więc ci, którzy oczekiwali karkołomnych improwizacji i rozwlekłych, progresywnych kompozycji mogą czuć się zawiedzeni. Duda z kolegami sprawiają tutaj wrażenie, jakby miotali się pomiędzy własnym, niezmiennym stylem a melancholijnym duchem Pink Floyd z okresu Wish You Were Here. W rzadko pojawiających się, ostrzejszych momentach nasuwają się również skojarzenia z grupą Tool.

Kompozycje jednak nie zachwycają. Nie można oprzeć się wrażeniu, że zespół przestał mieć na siebie pomysł w najlepszym momencie kariery, kiedy to coraz silniej wdziera się na światowe rynki muzyczne, by ugruntować swoją świetną pozycję z czasów dwóch pierwszych płyt. Po przesłuchaniu Memories In My Head... paradoksalnie nie ma żadnych wspomnień w głowie. Muzyka jednym uchem wlatuje, a drugim wylatuje.

Zaczyna się jednak dobrze. Muzycy postarali się o ciekawe zabiegi stylistyczne już w otwierającym album Goodbye Sweet Innocence. Słuchacz ma wrażenie, że przenosi się do jakichś niepublikowanych elementów Wish You Were Here wspomnianego wcześniej Pink Floyd. Nadzieja z czasem rośnie i czeka się z każdą sekundą na coś "połamanego", iście progresywnego czy coś mocniejszego i znakomitego kompozytorsko, jak to było na najlepszym według mnie do tej pory Second Life Syndrome. Niestety, nic takiego się nie dzieje. Melancholia, melancholia i jeszcze raz melancholia. Słaba melancholia. A w następnym Living in the Past także nic się nie dzieje. Nie ma żadnych charakterystycznych elementów, nic nie zapada w pamięci, a Duda snuje swoją spokojną, cichą opowieść. Całości dopełnia rozwleczone do granic Forgotten Land.

Ten spokój, atmosfera głębokich przemyśleń były z pewnością zamierzone. Problem w tym, że to są po prostu trzy słabe kompozycje. Niestety, Riverside zdaje się zjeżdżać po równi pochyłej swojej popularności. Od kapitalnego Second Life Syndrome muzycy miotają się między zamknięciem we własnym stylu, a chęcią zaprezentowania się z trochę innej strony. Memories In My Head to niestety nieciekawa dawka bardzo spokojnej muzyki osadzonej, jak zawsze w przypadku Riverside, w nurcie neoprogresywnego rocka.

Autor: Paweł Tkaczyk

Data zamieszczenia: 01.01.2012

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE. Publikowanie, kopiowanie i wykorzystywanie materiałów z tej strony w całości lub fragmencie bez zgody redakcji JEST ZABRONIONE.

Copyrights © ROCKERS-TEAM 2008-2012

Design by: mierciuProduction